O tym jak w wieku 17 - lat zmieniłam swoje życie


zycie w internacie


Śmiało mogę powiedzieć: JESTEM SAMODZIELNA. Co więcej, samodzielna byłam już w wieku 17 - stu lat, kiedy to po raz pierwszy zderzyłam się z prawie dorosłym życiem i codziennym funkcjonowaniem bez rodziców. Chcecie wiedzieć jak to było? 


Sama nie wiem skąd ta decyzja, żeby podjąć naukę w liceum z internatem. Wiecie, takim dobrym, w którym nauka to priorytet. Na pewno pomógł mi pewien gimnazjalny sukces, bez którego taka myśl nawet nie przebrnęłaby przez moją, wtedy jeszcze bardziej optymistyczną niż teraz głowę. 


szkola z internatem czy warto



Jeśli sami doznaliście internatowej codzienności, na pewno wiecie o czym mówię. Najpierw jest euforia. Pakujesz rzeczy do pudła i nie możesz się doczekać tego nowego. Potem przychodzi załamanie
- chcesz wracać do domu, do swojego pokoju i masz dość przypadkowych współlokatorek, z których w sumie tylko jedna okazuje się fajna. Do tego dochodzi dostosowanie się do internatowego regulaminu.
I to wcale nie byle jakiego, bo to przecież szkoła katolicka. Dyscyplina nie była mi obca, bo nie jestem rozpieszczonym dziecięciem, ale pewne zasady wzbudzały lekki bunt i poczucie bezsensu.


Ale zaraz, miało być o plusach! No właśnie. Po czterech latach od opuszczenia szkolnych murów śmiało mogę powiedzieć, że jest ich dużo. Większość z nich dostrzegam dopiero teraz, po czasie. 


liceum z internatem czy warto



DO NAJWIĘKSZYCH PLUSÓW   wcześniejszej wyprowadzki z domu zaliczam na pewno:


1) wspominaną już na samym wstępie SAMODZIELNOŚĆ. W sumie pod każdym względem. Rodzice odjeżdżają do domu, a ty w sumie dopiero wtedy uświadamiasz sobie, jak bardzo wszystko się zmieniło. I nagle stajesz się specjalistą od leczenia przeziębień, robienia sobie drobnych posiłków, zarządzania pieniędzmi, które dostałeś na dany tydzień czy kombinowania, jakby tu najszybciej dostać się do domu. Do ukochanego domu.

2) do tego dochodzi ORGANIZACJA. To właśnie wtedy stałam się jej mistrzem. Potrafiłam zdążyć na busa jadącego dwie minuty po dzwonku, a co za tym idzie - podjąć wcześniej szereg logistycznych działań. Do dziś mi to zostało. No i podobno potrafię w wyjątkowy sposób wpychać się do autobusu ;)

3) duży plus przyznać trzeba też ZAWARTYM PRZYJAŹNIOM i ZNAJOMOŚCIOM - niektóre z nich procentują do dzisiaj, a na ulicach Krakowa często spotykam znajome twarze. Nic tak nie cementuje jak wspólne mieszkanie, dlatego do dziś z przyjaciółką świetnie się rozumiem i naprawdę mamy co wspominać!

4) kolejny ważny aspekt to ZNAJOMOŚĆ MIASTA. W moim przypadku to miasto, w którym teraz także studiuję. Na pierwszym roku moi rówieśnicy, krótko mówiąc, nie wiedzieli na którym przystanku mają wysiąść jadąc na uczelnie czy nowe mieszkanie, a ja nie miałam z tym żadnych problemów. Wiecie, takie ogarnięcie w gratisie. 

5) trudno było by nie wspomnieć o DOCENIENIU WŁASNEGO DOMU. Jeśli przypomnimy sobie czasy gimnazjalne to na pewno wiemy, iż właśnie to docenienie nie zawsze było tak oczywiste jak teraz. Mieszkając w internacie czekałam z utęsknieniem na piątek, kiedy to znów znajdę się w moim pokoju, w moim łóżku i wśród moich bliskich. Po prostu w domu!


Wymieniać można było by tak chyba bez końca, ale skupiłam się na tych najważniejszych, według mnie, plusach wczesnej dorosłości. Jak się domyślacie jest też sporo minusów, ale nie mam zamiaru ich tu wypisywać. Nie chcę wracać do tego co było od tej gorszej strony. Znacznie lepiej patrzy się na przeszłość przez pryzmat małych sukcesów.



Co myślicie o szkole średniej daleko od domu albo o samej wyprowadzce w tym wieku? Czy sami zdecydowalibyście się na taki krok/ pozwolili na to własnemu dziecku?

A może sami wiecie co to internatowe życie? 




Copyright © 2014 Day with Coffee | lifestyle blog , Blogger